sobota, 5 listopada 2011

"Zaklęci" i wrażenia z "Norwegian Wood"

 "ZAKLĘCI" G.MASTERTON

Mastertona raczej przedstawiać nikomu nie trzeba.
Czytałam dwie książki tego autora i w ogóle mi nie podeszły, zastanawiałam się już czemu zwą go mistrzem horroru, ale już wiem!  Wczoraj skończyłam „Zaklętych”. Od pierwszych stron mocno wciąga. Jack (tak ma na imię główny bohater) jedzie samochodem gdy nagle wybiega mu dziecko, hamując uderza w drzewo. Wychodzi z auta i szuka dzieciaka, podczas poszukiwań trafia na opuszczony, staromodny co nie oznacza, że brzydki lecz mroczny i gotycki budynek. Być może początek na mnie tak podziałał, bo sama jeżdżę gdy już jest ciemno przez las, co prawda takie historie nie powodują we mnie większej odwagi, a jedynie niepokój i włączenie wyobraźni na większe obroty, ale powiedzmy kto w rzeczywistym świecie zastanawia się, że przydarzy mu się historia rodem z kart powieści. Jack zamiast przestraszyć się zrujnowanego domostwa chce go nabyć, nie wie jednak, że dom skrywa tajemnicę, której później ofiarą padnie jego syn. Nie przytaczam tutaj opisu z tylnej okładki, bo osobiście po przeczytaniu jej za dużo już wiedziałam. 
 _________________________________________________

Obejrzałam w końcu „Norwegian Wood” i to w sumie nie cały, bo nie wysiedziałam..
Klimat w jakim jest nakręcony ten film bardzo mi przypomina „Tony Takitani” nawet sprawdzałam czy to nie ten sam reżyser.
Jeśli chodzi o plusy to aktorzy dobrani dobrze, nie chodzi o wygląd, ale sposób zagrania. Japonia w latach 70 świetnie ukazana (stroje, plakaty w sklepie muzycznym, w którym pracuje Toru, wyposażenie mieszkania Naoko). Zabrakło mi śpiewania Midori na balkonie i więcej powinno być muzyki Beatlesów, w końcu tytuł do nich nawiązuje. Ostatnia rzecz to zbyt długi jak dla mnie, miejscami nudnawy. Jak się ukaże kiedyś na DVD to kupię i spróbuję wysiedzieć do końca. 
_______________________________________________________

Miałam nie narzekać na tym blogu, ale to chyba nie wypali..

Zawsze przepuszczam ludzi w kolejce do kasy oczywiście jeśli spełniony jest warunek, że osoba ma maksymalnie dwa towary i jeśli jest to dziecko, starszy człowiek albo przystojny facet (żartuję :P) . Dzisiaj śpieszę się z wielkim koszem (a tylko kilka rzeczy.., bo jeszcze nie wpadli na pomysł małych koszyków w Lidlu) siostrzenicą przy boku, a jakaś lasencja z masą rzeczy na rękach wciska się  i mówi czy może przede mną, bo ona się śpieszy, a ja sądzę, że szuka głupiego... Do cholewy,  jak człowiek się strasznie śpieszy to nie bierze tyle towarów i nie wchodzi do sklepu gdzie przeważnie są kolejki. Druga rzecz,  to babka z paczką fajek i paląca przy rozmowie ze mną czy dam jej złotówkę z koszyka.. Jeśli stać ją na papierosy to rozumiem, że na inne rzeczy pewnie też ją stać.

Uff.. chyba po dzisiejszym dniu moja karma ucierpi.

5 komentarze:

  1. Hehe, te maniery w sklepie to sprawa nie do ogarnięcia - a jednak, chamstwo wciąż mnie szokuje i wkurza, choć powinnam się przyzwyczaić...

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Bardzo lubię Mastertona, przeczytałam masę jego książek, pomimo że jest przewidywalny to i tak zawsze mnie przestraszy :)

    Mam identycznie jak Ty, jeśli chodzi o kolejki i żebrzących palaczy, licho mnie bierze na coś takiego, ale cóż zrobić... oka sobie nie wykole ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Pierwszy raz słyszę o takim autorze. Sądzę jednak, że kiedyś na pewno przeczytam jakąś jego książkę. ;) Pozdrawiam,
    Pati

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Mi się Norwegian Wood bardzo nie podobało. Książka była rewelacyjna i nie mogłam po niej długo zasnąć. A film? Hmm scen seksu jest chyba więcej niż dialogów, a to mi strasznie psuło cały odbiór:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  5. kolmanka: Zgadzam się z tobą.W książce też dużo erotyzmu było, ale nie było to wymuszone tylko spowodowane rozwojem wydarzeń, a tu.. może autor chciał dać nam do zrozumienia, że to lata '70 i wolna miłość ;)

    OdpowiedzUsuń na zawsze