niedziela, 20 listopada 2011

"Strażnik sadu"

Mam pochmurny nastrój więc kolorystykę bloga diametralnie zmieniam. Myślałam, że tej jesieni nic mnie nie weźmie, bo przecież w październiku była przepiękna złota jesień. Moja częstotliwość wyjazdu do lasu była tak częsta, że więcej wydawałam na benzynę niż na cokolwiek innego, a teraz jakoś buro.. i w dodatku "Strażnik sadu" u mnie gościł na półce, a to dziwna książka.

"Strażnik sadu" Cormac McCarthy


Notka z okładki:


Przemytnicy alkoholu, kryminaliści, oszuści. W zapadłej wiosce gdzieś w stanie Tennessee nietrudno natknąć się na wyjętych spod prawa, a zbrodnia sprzed lat w dziwny i zaskakująco ironiczny sposób łączy tych, którzy pozostają przy życiu. Syn zamordowanego kanciarza wierzy, że ojciec był bohaterem. Morderca zaprzyjaźnia się z chłopcem, nie wiedząc, że to syn jego ofiary, a stary Wuj Ownby nie jest świadom, czyje ciało pochował w sadzie, którym się opiekuje. Wątki trzech postaci, splatając się ze sobą, stanowią pretekst do snucia opowieści o prawdziwych wartościach, które zostały zaprzepaszczone przez industrializację. 


Subiektywna opinia:


„Strażnik sadu” to kolejna książka Cormac'a, po którą sięgnęłam. To autor wyśmienity, ale niestety tutaj się troszkę zawiodłam. Widać, że to jego pierwsza książka. Do drugiego rozdziału miałam ochotę położyć ją w kąt i wziąć się za coś innego, ale na szczęście zaczęło mnie wciągać, w końcu wydobył się jakiś potencjał tej książki i stylowe pisanie McCarthy'ego. Bardzo podobają mi się dialogi jakie on konstruuje i opisy wydarzeń, chłodne, pozbawione emocji, ale w tej powieści było tego za mało dla mnie.  Polecałabym tą książkę komuś kto już zaznajomił się z literaturą tego pisarza i wie, że on jest naprawdę dobry, a tutaj po prostu rozwijał skrzydła. Cieszę się, że nie przeczytałam tej książki jako pierwszej, bo ostudziłoby to mój zapał żeby sięgnąć po kolejne powieści. Teraz jestem ciekawa ”Suttree”, widziałam już ją u kogoś w stosiku, ale chyba jest zbyt świeża, bo nie spotkałam się z recenzją. 

4 komentarze:

  1. Szkoda... Pokładałem pewne nadzieję w tym tytule tymbardziej, że już ją gdzieś widziałem. Skoro to po prostu, jak to określiłaś, "rozwijanie skrzydeł" to chyba lepiej sięgnąc do jego innych książek.

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  2. Ostatnio kusi mnie McCarthy jako wyzwanie, pewnie będę sięgał w róznej kolejności, ale być może wróce do Twojej recenzji jak przeczytam by coś dorzucić do siebie.
    ps. Dzięki za słodką paczkę!!!

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  3. Tomek: To moja subiektywna opinia, ale jeśli chodzi o mnie to "Droga" bardzo mi się podobała, zresztą ja lubię apokaliptyczne wizje :)

    przynadziei: Też sobie zrobiłam Cormaca jako wyzwanie i zostały mi jeszcze chyba 4 książki. Czytałam u ciebie recenzję "Rącze konie" i zauważyłam, że trudno dostać tą książkę, a z tego co pamiętam to nawet bardzo Ci się podobała.
    ps. nie ma za co:)

    OdpowiedzUsuń na zawsze
  4. Zgadzam się z recenzją, to prawdopodobnie najsłabsza książka McCarthy'ego i lepiej zacząć przygodę z tym pisarzem od jego największych dzieł.

    Ja już wcześniej rozsmakowałem się w tym pisarzu, więc "Strażnika sadu" uważam mimo wszystko za dobrą książkę. Można w niej znaleźć to, co wyróżnia McCarthy'ego, nawet jeśli autor pisząc ją nie rozwinął jeszcze skrzydeł.

    OdpowiedzUsuń na zawsze